Takie sobie luźne przemyślenia

Dziś rozmawiałam ze znajomą, która opiekuje się dzieckiem w wieku zbliżonym do mojego, tj. około 1,5 roczku. No i zaczęły się porównania jaki to mój Małpiszon jest grzeczny, usłuchany i spokojny a tamta dziewczynka to niby tylko rozrabia i nie słucha żadnych poleceń.

Tak de facto to Małpiszon jak samo przezwisko wskazuje spokojny nie jest, a raczej bardzo żywy, ciekawski i wszędzie go pełno, jak to dziecko. Znajoma żaliła się, jak to na spacerach musi biegać za swoją podopieczną, która jej wciąż ucieka a na moją sugestię, że przecież może ją trzymać za rękę, odparła, że mała nie chce. Zaraz, zaraz ale kto tu w końcu jest dorosły? Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, szczególnie tak małego dziecka, które nie rozumie konsekwencji swojego postępowania to nie ma miejsca na dyskusje i argumenty: „bo ono nie chce”. Przecież to jest dziecko i to do dorosłego należy dbanie o jego bezpieczeństwo i nauczenie go tego co wolno.

Ja swojemu synkowi staram się z jednej strony jak najmniej zakazywać, niech sobie eksperymentuje i poznaje świat ale jeśli chodzi o sprawy ważne to nie ustępuję. Zdąrzyłam się już w tym krótkim czasie bycia mamą nauczyć, że jeśli ustąpię choć odrobinę to nastepny raz walka będzie jeszcze bardziej zażarta bo skubaniec ma nadzieję, że ustąpię jeszcze bardziej :) Kiedyś, gdy Małpiszon miał około 6 miesięcy i pierwszy raz zachorował na tyle, że musiał dostać lekarstwa, lekarka przepisując mi je dodała taki komentarz: „dziecko musi wziąć systematycznie wszystkie zalecone dawki, bo rodzice często przychodzą na wizytę kontrolną i mówią, że przestali podawać lek bo dziecko nie chciało brać”. Minę musiałam wtedy mieć co najmniej dziwną, bo dla mnie było oczywiste, że skoro dziecko jest na tyle chore, że musi dostać lekarstwa to muszę mu je podać.

Tak się zastanawiam co myśli sobie rodzic, nie  dając dziecku lekarstwa „bo ono nie chce brać”, nie zapinając w foteliku samochodowym „bo dziecko nie lubi być przypięte”, pozwalając dziecku biegać na spacerze przy ruchliwej ulicy „bo ono nie lubi być trzymane za rękę”. Za chwileczkę to dziecko urośnie i nadal będzie robiło tylko to co samo chce a rodzice będą po to aby spełniać wszystkie życzenia potomka. …to się chyba nazywa bezstresowe wychowanie…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Przemyślenia i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>